Czytający niemowlak. Fanaberia czy rozsądek?

20:13

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o nauce czytania dla niemowląt pomyślałam, że to jakaś kolejna fanaberia rodziców chcących już od żłobka urządzać wyścig szczurów. Jednak gdzieś z tyłu głowy wyświetlała mi się czerwona lampka z napisem a co jeśli wszystkie dzieci z piaskownicy będą umiały czytać tylko nie Patryk? Postanowiłam więc ukoić matczyne nerwy i zgłębić temat. Sprawa okazała się całkiem prosta i co najważniejsze przyjemna. 




Według Glena Domana im mniejsze dziecko tym łatwiej i szybciej jest w stanie nauczyć się czytać, po ukończeniu dwóch lat czytanie staje się z każdym rokiem trudniejsze. Bardzo ważne aby rodzice podchodzili do nauki czytania z radością i traktowali ją jak zabawę, a nie przykry obowiązek. Znajdujemy odpowiedni czas na naukę tak aby dziecko nie było zmęczone, rozdrażnione, głodne lub smutne (to akurat dotyczy chyba każdego). Wybieramy miejsce, które nie będzie rozpraszać dziecka. Przedstawienie kart z wyrazami powinno się odbywać tak szybko jak tylko potrafimy. Powinniśmy skończyć za nim dziecko zacznie się nudzić. Można zakupić specjalne karty do nauki czytania globalnego ale na początek dobrze jest zrobić je samemu i zobaczyć czy ta metoda sprawdzi się u nas. 

Jak zrobić karty do nauki czytania globalnego?
Karty powinny mieć wymiary 60 na 10cm, czcionka 8cm. Wyrazy piszemy małymi literami (z wyjątkiem Imion własnych) wyraźną nie ozdobną czcionką, czerwonym kolorem. Moje karty są nieco mniejsze mają 42 na 10cm. Na początku pisałam czerwonym flamastrem, później przerzuciłam się na farbę ale nie jestem zadowolona z efektu. Przy następnej turze robienia kart użyję flamastra. Chciałam aby moje litery były równe, wydrukowałam słowa w opcji 'kontury' następnie je zamalowałam, przycięłam i przykleiłam na kartkę z bloku technicznego. Oczywiście można od razu wydrukować słowa w kolorze czerwonym ale to podnosi koszty i już chyba lepiej kupić sobie zestaw kart. Na początek dobrze jest wybrać słowa z otoczenia dziecka. Na drugiej stronie karty piszemy dane słowo tak abyśmy nie musieli odwracać karty aby sprawdzić co pokazujemy dziecku. 



Przebieg nauki.
Siadamy w spokojnym miejscu bez radia i kolorowych zabawek. Na początek wybieramy pięć kart. Pokazujemy np. wyraz ,,Mama" i mówimy ,,Tu jest napisane Mama" i tak dalej. Powtarzamy to wszystko trzy razy w ciągu dnia zachowując co najmniej trzydziestominutowe odstępy pomiędzy sesjami. Drugiego dnia powtarzamy pierwszą sesję trzy razy i dodajemy drugi zestaw nowych słów, który też powinien być czytany trzy razy w ciągu dnia. Trzeciego dnia dodajemy trzeci zestaw, jeśli jesteśmy dobrze zorganizowani dodajemy zestawy również czwartego i piątego dnia. Po pięciu dniach rozpoczyna się wycofywanie słów i dodawanie nowych. Wybieramy jedno słowo, które było czytane przez pięć dni, odkładamy i w jego miejsce umieszczamy nowe słowo. Ułatwimy sobie pracę zapisując ołówkiem na odwrocie karty dzień jej wprowadzenia. Lepiej unikać pokazywania kolejno dwóch słów zaczynających się od tej samej litery. Jeszcze raz podkreślę, że ma to być zabawa, dziecko nie może odczuć presji. 



W ten sposób nauczono czytać dzieci z uszkodzonym mózgiem. W końcu ktoś stwierdził, że skoro chore dzieci potrafiły się w ten sposób nauczyć płynnie czytać to dlaczego nie ma się to udać zdrowym?

Co sądzicie o tej metodzie? Zetknęliście się z nią już kiedyś? Widzieliście na własne oczy czytającego dwulatka?





Może spodoba Ci się również

0 komentarze