Jesień na ulicy Czereśniowej

16:42

Seria na ulicy Czereśniowej ciekawiła mnie już od jakiegoś czasu. Z racji obecnej pory roku, na pierwszy ogień wzięłam jesień. Nie było to zbyt przemyślane, gdyż dopiero po zakupie zdałam sobie sprawę, że zaczynam opowieść od końca. Na szczęście w przypadku picturebooków nie ma to większego znaczenia. Zatem do sedna.

,,Jesień na ulicy Czereśniowej" Rotraut Susanne Berner Wydawnictwa Dwie Siostry to historia mieszkańców bardzo długiej i barwnej ulicy. Liście spadają z drzew, dzikie gęsi odlatują do ciepłych krajów, ogrodnicy polerują swoje największe okazy na święto dyni (nie mylić z Halloween), a dzieci przemierzają miasto w paradzie z kolorowymi lampionami. Główni bohaterowie mijają cyrk, stację benzynową, targ, nowo otwarte przedszkole, centrum kultury, rynek, galerię handlową i wiele innych budowli aby spotkać się w parku i wspólnie muzykować. Niby nic szczególnego, codzienność, a jednak wciąga. Ilustracje są bardzo przyjazne, miękkie, pomimo wielu szczegółów nie dostaje się oczopląsu. Wydawca podaje, że książka jest przeznaczona dla dzieci powyżej trzeciego roku życia, ale spokojnie można ją pokazać dziecku wcześniej. Mój piętnastomiesięczny syn lubi wyszukiwać w niej samochody, pokazuje na nie palcem i mówi brrruuuuumm. Książka jest całokartonowa, sklejona dość solidnie, więc nie ma obawy, że rozpadnie się po kilku przejrzeniach, a inspiracji do snucia opowieści jest sporo.
Trzy łyżki dziegciu.
Niestety wypatrzyłam tutaj trzy rzeczy, które mnie zaniepokoiły.
Po pierwsze jedną z bohaterek jest mama niosąca dziecko w chuście przodem do świata. Nie zrozumcie mnie źle. Jestem fanką noszenia dzieci w chuście, ale nie można tego robić w ten sposób, nawet jeśli producent na to pozwoli.
Po drugie nie wiem co autorka miała na myśli rysując siostrę zakonną z lampionem w kształcie pingwina. Sprawdziłam inne pory roku i tam zakonnica chodzi z balonem w tym kształcie. Nie wiem jak za granicą, ale w Polsce takie porównanie uważa się raczej za obraźliwe, więc jak tylko syn podrośnie zamierzam go ostrzec aby nie pytał napotkanej siostry gdzie ma pingwina.
Po trzecie do pięknie przedstawionej jesieni i święta dyni wkradły się też te z potwornie wyciętymi zębami. W naszym domu nie obchodzimy Halloween i nie uważam aby ten przedmiot był niezbędny w tej książce.

Trochę przykro, że ciekawy pomysł na książkę i dobre wydanie nie idzie w parze z walorem edukacyjnym, a rodzice muszą prostować niektóre informacje. 

Może spodoba Ci się również

9 komentarze

  1. Jesteś świetna! Czy ty wiesz, że ja nigdy nie zwróciłam uwagi na te szczegóły mimo iż Czereśniową wałkujemy już dobre 2 lata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam jest tyle szczegółów, że pewnie przez 10 lat będziemy ją odkrywać :)

      Usuń
  2. Ale co jest złego w pingwinie? Z całej książki najbardziej podoba mi się ta zakonnica, i to nie złośliwie, bo zakonnice ogólnie popieram.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już napisałam powyżej w Polsce takie porównanie uważa się raczej za obraźliwe.

      Usuń
  3. Od wielu lat jestem katoliczką w Polsce i nie wiedziałam. :) Może dlatego że lubię dominikanów, których czasem tak się z sympatią nazywa (z powodów kolorystycznych).

    OdpowiedzUsuń
  4. witam, to od której książeczki z tej serii warto zacząć? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ty z tymi wadami to tak poważnie? Ale jaja.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ktoś mi jeszcze zwrócił uwagę na pana palącego papierosa :) Wiem, że dziecko prędzej czy później się z tym spotka ale dlaczego pokazywać to w książce dla dzieci?

    OdpowiedzUsuń