Czy książkoholik może być minimalistą?

15:41

Książki ułożone na półce pionowo, poziomo, w poprzek, sterty piętrzące się na każdej wolnej przestrzeni włącznie z parapetami, kartony wypchane po same brzegi, misternie ułożony zbiór aż po sam sufit. Brzmi znajomo? 

Uwielbiam książki, nigdy za wiele obcowania z nimi ale w pewnym momencie zauważyłam, że ich liczba mnie przytłacza. Zaczęłam się zastanawiać czy ten zbiór jest mi rzeczywiście potrzebny. Podczas dyskusji po wykładzie o minimalizmie, na którym miałam okazję być, jeden z uczestników powiedział, że czyta jedną książkę tygodniowo i obliczył, że do śmierci nie jest w stanie przeczytać wszystkich książek, które ma w domu. Więc zadaję sobie pytanie, po co ja to trzymam? Czy jestem od tego mądrzejsza, piękniejsza, bardziej interesująca? Kiedy przyjmuję gości często rozmowa schodzi na książki, ale im jest ich więcej (książek, nie gości) tym trudniej skupić się na jednej konkretnej i powymieniać się przeżyciami po jej lekturze. 

Anna Mularczyk - Meyer w swojej książce ,,Minimalizm po polsku. Czyli jak uczynić życie prostszym." dzieli się swoimi doświadczeniami z porządkowania domowej biblioteczki. Zaskoczyła mnie, kiedy napisała, że im ma mniej książek tym więcej czyta. Postanowiłam iść za jej radą i stwierdziłam, że rzeczywiście to działa. Jak zatem zabrać się do zminimalizowania biblioteki tak aby były w niej tylko prawdziwe perły, które naprawdę są nam na co dzień potrzebne? 

Na początku 2015 roku podjęłam decyzję, że nie kupię ani nie wypożyczę żadnej książki dopóki nie przeczytam tych, które już mam w zbiorach i które od lat czekają w kolejce, ale jakoś dziwnym trafem coś je z niej wypycha. Wyjątek miały stanowić książki dla dzieci. Gdy zaczęłam czytać zaległe książki okazało się, że tytuły, które kiedyś kupowałam z wypiekami na twarzy okazały się nudne lub nieaktualne, nie dla mnie. W swoim postanowieniu wytrwałam tylko kilka miesięcy, ale dzięki temu doświadczeniu wnikliwiej zastanawiam się zanim przyniosę do domu jakąś książkę i nie kupuję/nie wypożyczam więcej niż jednej. Oprócz książek dla dzieci, które wypożyczamy z biblioteki siatkami. 

Kolejnym krokiem było rozprawienie się z tymi, których już nie potrzebowałam. Większość przekazałam do różnych bibliotek tak aby znalazły jak najwięcej odbiorców. Egzemplarze w bardzo dobrym stanie oddałam na cele charytatywne. Część chcę rozdać czytelnikom bloga, ale o tym za chwilę. 

Zanim rozpoczniesz przegląd zaopatrz się w karton na książki do oddania, tak aby nie przekładać ich kilka razy z miejsca na miejsce. Książki do przeczytania połóż w widocznym miejscu, aby były pod ręką np. na biurku lub szafce nocnej. Przeglądając zbiory zadaj sobie pytanie:
  • czy chcę tę książkę przeczytać jeszcze raz
  • czy jest dobrze wydana
  • czy książka jest ogólnie dostępna, czy posiadam jakiś unikat, który trudno będzie jeszcze raz zdobyć
  • czy wśród rodziny i przyjaciół byłby ktoś nią zainteresowany.
Jeśli książka nie przeszła tego testu, lądowała w kartonie z napisem 'do oddania'. Nie zrozumcie mnie źle, nie oddawałam gniotów, to były książki, których po prostu nie potrzebowałam, a które mogą innych ucieszyć. Jedną książkę, którą uważałam za szkodliwą po prostu... spaliłam. Po zakupie nowej książki zastanów się, którą ze swojego zbioru możesz oddać, aby sytuacja się nie powtórzyła i nie trzeba było robić ponownego przeglądu. 

Wiem, że w moim domu zawsze będą książki. Nie chcę domu bez nich, ale chcę mieć tylko książki nieustannie czytane przez domowników. Zachęcam was do spojrzenia krytycznie na wasz księgozbiór. Po przekazaniu książek odczujecie ulgę a innym sprawicie radość.

P.S. Jak już wcześniej wspomniałam, część książek chcę przekazać czytelnikom bloga. Przynajmniej raz w miesiącu na blogu będzie się ukazywał post z łatwym konkursem. Nagrodami będą książki z mojej domowej biblioteki. 

Może spodoba Ci się również

5 komentarze

  1. Fajny wpis. :-)
    Oj, przydałoby mi się zrobić porządek w książkach kucharskich.
    Pozdrawiam Serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że o czymś zapomniałam. Gdzieś jeszcze powinien być karton z książkami kucharskimi :p

      Usuń
  2. Ileż to razy podejmowałam podobne postanowienie, że nie kupuję/nie wypożyczam książek, dopóki nie przeczytam tych, które są w domu. I życia by mi na to nie wystarczyło. Kończy się podobnie - wracam z biblioteki z kolejnymi tytułami. O tyle dobrze, że zakupy udało mi się ograniczyć do minimum. W trakcie przeprowadzki sporo książek trafiło do antykwariatu, ale to ciągle za mało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przeprowadzka potrafi zmobilizować :) Też to przerabiałam.

      Usuń
  3. Zgadzam się- jestem na etapie wysprzedawania książek, do których -WIEM- już nikt w domu nie sięgnie po raz kolejny.

    OdpowiedzUsuń