,,W głębi kontinuum". Jean Liedloff cz.2

17:12

Jean Liedloff podczas życia z plemieniem Yequana zauważyła, że indiańskie dzieci są powszechnie noszone, co sprawia, iż źródłem pierwszych doświadczeń dziecka jest ciało pracującej matki, dzięki czemu świat kojarzy się z dobrym samopoczuciem. Osoba, która trzyma dziecko na rękach wciąż w tej samej pozycji w bezruchu przekazuje komunikat, że świat jest nudny i powolny. Dlatego dziecko zaczyna okazywać niepokój, domagając się mocniejszej stymulacji.
To w jaki sposób obchodzimy się z dzieckiem przekonuje je o tym, jakie jest np. rodzice, którzy przesadnie traktują dziecko jako coś kruchego utwierdzają je w przekonaniu, że takie właśnie jest.
Yequanczycy nie przeciwstawiają się woli niemowlaka, gdy on płacze. Starają się temu zaradzić bez irytacji ale ze zrozumieniem, że jest to naturalny sposób komunikowania się dziecka z dorosłym. Autorka opisuje np. sytuację, w której ojciec bardzo pieczołowicie budował z patyków coś na wzór zachodniego kojca dla dzieci. Dumny ze swej budowli wsadził do niego dziecko, które nagle zaczęło przeraźliwie krzyczeć. Ojciec natychmiast wyciągnął dziecko i porąbał swoje dzieło.
Liedloff z wielką empatią wobec noworodka opisuje pierwsze wrażenia z poznawania tego świata i ich wpływ na dalsze życie. Dziecko, które w pierwszej fazie rozwoju nie zaznało czułości od matki później potrzebuje specjalnych doznań poprzez np. mocne potrząsanie w wózku, ssanie kciuka czy uwielbienie dla pluszowego misia, który ma dać poczucie bezpieczeństwa, a w życiu dorosłym częściej popadają w nałogi.
Najczęstszy zarzut wobec rodziców noszących dziecko jest taki, że ono się rozpieści i przyzwyczai. Jednak rzecz działa odwrotnie. Jeśli w niemowlęctwie dziecko otrzyma potrzebną mu dawkę czułości, nie będzie nieustannie dążyło do zaspokojenia matczynej bliskości i nie będzie jej przenosić na inne osoby i rzeczy. 


Uważam, że na szczęśliwe życie wpływa wiele czynników, ale rodzicielstwo bliskości może w znacznym stopniu się do tego przyczynić. Daleko mi do ideału życia wg tej idei jednak chustowałam syna przez pierwsze pół roku jego życia; w gondoli był w sumie może z dziesięć razy. Teraz niestety jest już ciężki i nosimy go sporadycznie. Chętnie jeździ w sportówce, a jeśli zdarzy mu się zapłakać podnoszę go i przytulam. W tym momencie słyszę za plecami ,,bo się przyzwyczai" szkoda, że te życzliwe osoby nie wiedzą, że wystarczy chwila i mogę odłożyć szczęśliwe dziecko. Liedloff motywuje do zaufania swojemu instynktowi, który dzisiejszy świat stara się na różne sposoby zagłuszyć. Ojjj zabrzmiało patetycznie ale naprawdę tak to widzę. Szanuję Matki, które inaczej wychowują dzieci ale ile z nich tak naprawdę wiedziało, że ma wybór?


Może spodoba Ci się również

4 komentarze

  1. Przeczytałam ostatnio taki wywiad http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,98083,15885068,Rodzic_na_luzie.html#TRNajCzytSST i nie jestem do końca przekonana. Nie mam wątpliwości co do bliskości dosłownie i przytulania, ale raczej do tego, że dziecko ma do wszystkiego dojść zupełnie samo, np. samo odkryć, że należy się dzielić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podczas czytania ,,W głębi kontinuum" do głowy by mi nie przyszło, że mam dać taką absolutną wolność o jakiej pisze Stein. Słowa Lidloff bardziej skojarzyłam z Montessori, która przekonywała aby dać dziecku możliwość nauki i wykonania tego co jest możliwe do nauczenia na etapie rozwoju, w którym znajduje się dziecko. Np. jeśli potrafi się samo ubrać to dopilnować, aby miało swobodny dostęp do swoich rzeczy. Stein chyba trochę popłynęła. Uważam,że trzeba zwracać dziecku uwagę jeśli, źle postępuje ale może nie robić z tego ogromnej afery. Piętnować zachowanie, a nie dziecko. Jeszcze nie czytałam książek Stein ale moje koleżanki, które czytały i były na spotkaniach autorskich zarzucają jej, że odbiera rodzicom wszystkie metody i nie daje nic w zamian.

      Usuń
    2. Jeszcze coś sobie przypomniałam. Lidloff twierdzi, że dzieci się nieodpowiednio zachowują ponieważ oczekują odpowiedniej reakcji rodziców. Dzieci chcą aby rodzice weszli w swoje role wtedy czują się bezpiecznie.

      Usuń
    3. no właśnie tak mi się kojarzy, że dziecko zachowuje się "nieodpowiednio" czy nawet nie wiedząc, że nieodpowiednio, bo nie wie, gdzie są granice a kto jak nie rodzic, osoba, której ufa, mu pokazać, gdzie one są.
      No i tak, bez wnikania tutaj w metody, bo też zgadzam się, że trzeba dziecku tłumaczyć, że złe może być zachowanie a nie ono samo.

      Usuń